Zimna Wojna stanowiła prawdopodobnie jeden z najdziwniejszych konfliktów w historii ludzkości. Oba mocarstwa znajdowały się ideologicznie na całkowicie przeciwległych biegunach. Przedstawiciele Stanów Zjednoczonych i ZSRR miały bardzo chłodne i ograniczone relacje. Nie kryli przy tym wzajemnej niechęci. Wiele ich poczynań było podyktowanych chęcią zniszczenia nieprzyjaciela poprzez działalność wywiadowczą, ekonomiczną i pośrednio militarną.
ZSRR i Stany Zjednoczone nigdy nie wstąpiły na ścieżkę otwartego konfliktu zbrojnego. Wielokrotnie jednak pośrednio próbowały swoich sił w konfrontacji. W tym celu służyły im tzw. konflikty zastępcze osadzone w krajach politycznie lub ideologicznie związanych z jednym z wymienionych mocarstw. Przykładem takiego wydarzenia może być wojna wietnamska, która rozpoczęła się w 1955 roku, a dobiegła końca dopiero 20 lat później.

Stany Zjednoczone nie takie silne
W pierwszej połowie XX wieku Amerykanie zbudowali wokół siebie mit niezwyciężonego narodu. Ich przyłączenie się do I wojny światowej przyczyniło się do zakończenia przedłużającego się konfliktu. Podobna sytuacja miała miejsce 20 lat później. Wprawdzie amerykańskie społeczeństwo domagało się egzekwowania polityki izolacjonizmu wobec cudzych problemów, ale otwarty atak japońskiego lotnictwa na bazę wojskową Pearl Harbor sprawiło, że naród zapłonął chęcią wyrównania rachunków. Amerykańska gospodarka została przeprogramowana na przemysł zbrojeniowy. Jej potencjał był tak ogromny, że Stany Zjednoczone mogły jednocześnie toczyć wojnę na Pacyfiku, a także dwóch frontach europejskich. Udział tego mocarstwa ponownie przesądził o losach wojny. W efekcie sądzono, że Amerykanie są nie do pokonania. Niedługo po zakończeniu II wojny światowej rozpoczął się konflikt zbrojny na Półwyspie Koreańskim. Zachodnia koalicja nie zdołała osiągnąć wszystkich swoich celów. Konieczne było zawarcie kompromisu, który zamroził relacje w regionie na kilka następnych dekad.

Wietnam, wojna inna niż wszystkie
Amerykanie nie po raz pierwszy walczyli w gęstej dżungli. Dostali już próbkę takiego teatru działań zbrojnych podczas zajmowania tropikalnych wysp w trakcie II wojny światowej. Niemniej realia, jakie zastali w Wietnamie stanowiły spełnienie ich najgorszych obaw. Wojska Wietnamu Północnego czuły się w tej rzeczywistości doskonale. Żołnierze świetnie znali topografię terenu, potrafili wykorzystywać zalety okolicznej przyrody, a ponadto dysponowali świetną infrastrukturą pod postacią niekończącej się sieci podziemnych tuneli. W takiej sytuacji Amerykanie błądzili jak dzieci we mgle. Poza wrogami czyhały na nich również dzikie zwierzęta oraz choroby tropikalne. Choć konflikt zakończył się kompromitacją Stanów Zjednoczonych, Wietnam nie wyszedł z niego bez szwanku. Przechylenie szali zwycięstwa na swoją stronę wymagało odstawienia moralności na boczny tor. Myśliwce bez skrupułów zrzucały napalm na wioski, a tym samym ucierpiało wielu cywilów. Najbardziej zapomnianymi ofiarami konfliktu są jednak bezpańskie psy, które straciły swoich właścicieli w trakcie nalotów. Obecnie pałętają się bez celu, próbując jakoś przeżyć.
