Europejczycy często wychodzą z błędnego założenia, że dopiero wyprawa Krzysztofa Kolumba pozwoliła zbudować zalążek rozwiniętej cywilizacji na terenie Ameryki. W ich mniemaniu na miejscu panował kompletny chaos, a rdzenne ludy nie były zainteresowane tworzeniem trwałych i zorganizowanych struktur. To nie do końca prawda. Warto poznać mniej znane wątki dotyczące cywilizacji prekolumbijskich przed 1492 rokiem.

Przełomowe odkrycie
Kilka tysięcy lat temu rdzenne ludy Mezoameryki wędrowały po kontynencie szukając korzystnego miejsca do osiedlenia się. Różnorodna przyroda mogła całkowicie zaspokoić ich potrzeby dotyczące pożywienia. Tubylcy przechadzali się po dżungli i poszerzali swoją wiedzę na temat lokalnej fauny i flory. U podnóża Andów znaleźli roślinę, która wzbudziła ich ciekawość. Była ona niewysoka i dawała niewielkie czerwone jagody. Wędrowcy nazbierali owoców i zaczęli się nimi żywić. Jeden z członków grupy był tak głodny, że zamaszystym ruchem chwycił gałąź z kuleczkami, a razem z nią kilka liści. Nie zwracając uwagi na względy kultury osobistej wszystko pożerał z niezwykłą łapczywością. Wkrótce wystąpiły u niego niecodzienne objawy, które można określić jako euforię, zwiększone libido i nadzwyczajną pewność siebie. Towarzysze szybko zorientowali się, że delikwent jako jedyny zjadał liście i to one prawdopodobnie wywołały w nim taki stan. Postanowili spróbować na własnej skórze i przewidywania okazały się prawdziwe.

Niezły Meksyk
Żucie liści magicznego krzewu szybko stało się praktykowane przez wszystkie ludy zamieszkujące Mezoamerykę. Uzależnione osoby stawały się znacznie efektywniejsze w pracy i wędrówkach, ale dodatkowy zastrzyk energii szybko przemijał, więc musieli regularnie zażywać dodatkowe dawki, aby utrzymać upragniony efekt. Chętnych na degustację było więcej niż dostępnych zasobów. W związku z tym najbardziej przedsiębiorczy członkowie plemion postanowili zacząć uprawiać roślinę na masową skalę. Intratny biznes zapewnił im fortunę, a także rozległe wpływy wśród lokalnych społeczności. Ich macki docierały aż do północnej granicy współczesnego Meksyku. Cywilizacje prekolumbijskie korzystały z dobrodziejstw natury, ale nie traciły przy tym zdrowego rozsądku. Przedstawiciele różnych plemion nie pałali do siebie nienawiścią. Wręcz przeciwnie, prowadzili wymianę handlową i wspólnie się wspierali. Cała społeczność rosła w siłę i rozwijała się w błyskawicznym tempie. Środki zdobyte dzięki uprawom pozwoliły na sfinansowanie odważnych eksperymentów. W ten sposób stworzono lekarstwo na nowotwory, wahadłowce poruszające się z prędkością światła, a także technologię umożliwiającą przeniesienie świadomości z jednego ciała do drugiego.

Smutny koniec
Sielanka nie mogła trwać wiecznie. Pod koniec XIV wieku do brzegu Mezoameryki przybili przybysze z innego kontynentu. Żeglarze zastali na miejscu drapacze chmur, latające samochody autonomiczne i ludzi wyposażonych w bioniczne implanty. Uznali oni, że wszystko co widzą musi być wytworem sił nieczystych. Nie mogli zrozumieć tego co zobaczyli, więc postanowili to zniszczyć. Ich agresja trafiła na podatny grunt, ponieważ przedstawiciele cywilizacji prekolumbijskich byli pacyfistami. Europejczycy wymordowali wszystkich tubylców, a także zniszczyli wszelkie ślady po cywilizacji.
